Bożena Wieczorek z d. Bembnista. Wybuch II wojny światowej

„Pamiętam. Pamiętam, pamiętam [wybuch wojny – przyp. M.N.], bo mnie ojciec posadził przy radiu i miałam odbierać wiadomości. Miałam mu przekazywać. Tak. A on potem wziął mojego brata i pojechał na front, bo nie mógł bezczynnie siedzieć w domu, tylko musiał walczyć. A tu Niemcy weszli i od razu, pierwszego dnia po niego przyszli, bo przecież oni wszystko wiedzieli. Tu obok mieszkał Niemiec, w tym małym domku [jeden z domków senatorskich na Starym Rynku w Środzie – przyp. M.N.], już przed wojną. Starzy Niemcy nie byli źli, którzy mieszkali od lat już, bo nawet mama mówiła, że jak się stary domek spalił, ten senatorski, przed Bożym Narodzeniem, to ta Niemka przyniosła nam cały koszyk pierników… Ale ci młodzi to już byli hitlerowcami. Także jak Niemcy weszli to nam obstawili od razu tu całą uliczkę i wszystko. I przyszło ich, proszę sobie wyobrazić, dziesięciu i taką rewizję zrobili, że od góry do dołu, i piwnice, i strych, i całe mieszkanie, i wszystko… Mama była tak zdenerwowana, bo oni broni szukali, bo przecież w Bractwie Kurkowym ojciec był, w tych wszystkich organizacjach. A myśmy mieli w sklepie, to znaczy ojciec miał na sprzedaż broń i wszystko, to trzeba było zdawać, ale nigdy nie było wiadomo… I rzeczywiście, ja zaraz pani opowiem. Piwnice u nas są bardzo duże i mieliśmy też plac taki, aż do tej Armii Poznań od Dąbrowskiego. Tu sklep był i też były materiały budowlane, węgiel na sprzedaż. I tuż przed tą wojną przyszedł ostatni wagon węgla. Ojciec już tego nie brał na żadną sprzedaż tylko wszystkim lokatorom do piwnic i nam też. I nie wiem kto z tych pracowników [schował – przyp. M.N.] broń pod ten węgiel… I tyle było tego węgla, bo przecież piece kiedyś były na węgiel tylko, że Niemcy nie zdążyli spalić tego węgla przez pięć lat. I jak oni taką rewizję tu zrobili to ten jeden z tych pracowników ojca przyszedł, aż mu się ręce trzęsły. Mówi do mamy: „Pani Szefowa, oni broni szukali, a tam jest broń pod tym” – tylko mówi – „tam się nie dokopią, bo to takie ilości”. Potem się zdenerwował znowu jak Ruski weszły, że tam jest. No ale oni też jeszcze nie [znaleźli – przyp. M.N.].
[…]

Rozstrzelanie na Starym Rynku
Tak samo, jak było to rozstrzeliwanie* to mamie powiedział [znajomy Austriak – przyp. M.N.]. Mówi – „Muszę pani powiedzieć, żeby nikt dzisiaj z domu od pani nie wychodził. Proszę spuścić rolety, bo myśmy takie mieli tu, i proszę…”. Nie powiedział co będzie. Ale – „Proszę dzieci trzymać najlepiej w łóżkach”. Ponieważ ojca jeszcze nie było wtedy i przyjechała ojca siostra, która w Poznaniu mieszkała z mężem i z dziećmi. Mama chciała, żeby przyjechała, bo się bała tu sama być, bo jeszcze tu byliśmy. Tu w tym mieszkaniu, jak było rozstrzelanie 20 października [1939 roku – przyp. M.N.]. Tam mieliśmy sypialnię i kuzynka moja, w moim wieku była, mój rocznik, myśmy tak prawie razem się wychowały, chociaż oni w Poznaniu mieszkali i jej brat młodszy od nas. Nie kazali nam się ubierać tylko w łóżkach tam siedzieliśmy. A mama tu była w tym pokoju [znajdujemy się w pokoju z oknem na Stary Rynek – przyp. M.N.] i właśnie mamie ta szwagierka, ta ojca siostra z mężem, i ta gosposia nasza i ta niania moja, tu siedziały w tym pokoju. Kawiarnie zamknęła. No ale my jak dzieciaki, przecież dzieciaki są ciekawe, po co nas tu trzymają. Nie pozwolili nam się ubierać, więc my w piżamach tam. Mówimy – to pójdziemy na boso i tu do tego pokoju. Co tu się dzieje. Bo oni tu siedzieli, nam nie pozwolili. Dzieci kiedyś były posłuszne, jak im się nie pozwoliło to nie. Ale nie na tyle, żeby nie oszukać trochę. Więc tam przez pokój, potem w tym ostatnim gabinet ojca był, przez tamten tu do tego. I takie mieliśmy rolety na tych oknach, no więc tak mówię – to teraz podniesiemy trochę te rolety i zobaczymy co tu się dzieje. I kochana to tego nie zapomnę do końca życia. Akurat tak unieśliśmy i ta cała egzekucja akurat. Pod tym sądem. Akurat ten strzał taki i te osuwające się ciała. No więc ze strachu uciekliśmy z powrotem. A to był moment, ale wystarczył już. Na wprost akurat. [chwila ciszy] I ja jedyna jeszcze żyję, która to pamięta. I co roku zawsze idę jak są te uroczystości 20 października, jest ta msza, bo to Średzkie Towarzystwo Kulturalne zawsze idzie. No i potem ten znicze się tam stawia, to zawsze, tak długo jak będę żyła i będę mogła iść. Nawet jak ktoś mnie będzie musiał zaprowadzić, ale pójdę. Mojej przyjaciółki (która mieszkała tu obok) ojciec uczył łaciny w liceum, a ponieważ chodziłyśmy do szkoły do jednej klasy i tak blisko tu mieszkałyśmy tośmy się bardzo przyjaźniły. To sobie proszę wyobrazić tu w tym domu obok, na drugim piętrze mieszkali. No to jej mama i on i jej brat to patrzyli na to jak jej ojca rozstrzeliwują. No bo go wzięli i oni nie wiedzieli, nie? Tylko Niemcy zaaresztowali i co mogli więcej wiedzieć. No więc jak tu się coś szykowało no to wyszli na balkon i patrzyli co się dzieje…”
[…]

* Mowa o egzekucji wykonanej 20 października 1939 roku na mieszkańcach Środy i okolic, w ramach operacji „Tannenberg”, która miała na celu eksterminację polskiej inteligencji oraz przywódców. Koncepcja operacji „Tannenberg” zrodziła się już w maju 1939 roku. W celu jej przeprowadzenia niemiecki wywiad przygotował listę proskrypcyjną – Sonderfahndungsbuch Polen – zawierającą 61 tysięcy nazwisk przedstawicieli inteligencji, duchowieństwa, ziemiaństwa, ludzi nauki, kultury i sztuki, polityków, a także działaczy organizacji patriotycznych i powstańców wielkopolskich, których z racji swojej działalności uważano za osoby niebezpieczne dla III Rzeszy. Wykonanie operacji „Tannenberg” powierzono oddziałom zwanym Einsatzgruppen. Pierwszymi miejscami, w których wykonano egzekucje, były Śmigiel, Kościan, Szamotuły, Otorowo i Murowana Goślina.