Bożena Wieczorek z domu Bembnista. Losy wojenne ojca

Mój ojciec [Edmund Bembnista – przyp. M.N.] był taki, że nie umiał żyć bez robienia czegoś. Ponieważ całe życie był społecznikiem, bo był i Powstańcem i po wojnie, po I wojnie oczywiście, w kilku organizacjach był prezesem: w Związku Oficerów Rezerwy i w Bractwie Kurkowym i jeszcze innych…. No więc oczywiście we wojnę też należał do podziemnej organizacji, mimo że musiał się ukrywać. I też został zaaresztowany, mimo że nie wiedzieli gdzie jest – a szukali go wszędzie pod jego nazwiskiem – nawet u rodziny w Niemczech, wywiezionej do Niemiec i tam do GG, ale… Właściwie był w Poznaniu, tylko zawsze mówią, że najciemniej jest pod latarnią.  Chociaż zawsze baliśmy się tego, że go ktoś rozpozna, bo Środa blisko od Poznania. No ale z racji jego działalności, zaaresztowali go Niemcy już pod tym przybranym nazwiskiem i był w obozie w Żabikowie. Zdarzyło się tak, że w tej organizacji był też znajomy Niemiec. Bo nie wszyscy przecież Niemcy byli hitlerowcami! Bo ja zawsze mówię nie można potępiać nigdy całego narodu, bo to nieprawda jest, także przecież w Związku Radzieckim tak samo nie było, że wszyscy ludzie byli źli. Także ten Niemiec, nie wiem jakim sposobem, ale po długim czasie mojego ojca wydostał z tego Żabikowa. No wyglądał okropnie, już po wojnie potem długo nie żył, ale… Ale jednak przeżył. Nigdy nie opowiadał jak tam było, chociaż miał rany na nogach poszarpane przez psy i takie, ale nigdy nie mówił… Zawsze mówił – najważniejsze żeśmy przeżyli te wojnę. To były zawsze jego słowa. A nie lubił wracać tam do żadnych wspomnień do niczego.

Po wyjściu z obozu musiał iść do pracy. W Poznaniu, ale to już niedługo były działania wojenne. To już było krótko przed tym. Oni dlatego pewnie go też wcześniej wypuścili, bo front się zbliżał. Ten Niemiec tam działał, ale żeby nie to, to by nie wyszedł jeszcze. Tylko oni sami już widzieli pewnie zagrożenie, że front się zbliża, więc dlatego poszli temu Niemcowi już na rękę. Wiedzieli, że oni sami muszą uciekać już, więc… Bo na prawdę to długo nie trwało, jak już oblężenie przyszło Poznania.

Dlaczego go zamknęli też między innymi: arcybiskup Dymek miał tak zwany areszt domowy, dlatego nie wzięli go też [do więzienia – M.N.], bo przecież brali duchowieństwo i takich znaczniejszych do obozu. Jeden z takich znacznych Hitlerowców mieszkał w Poznaniu przed wojną i chodził z nim do Marcinka, do tego liceum. Do jednej klasy chodzili. I czuł się jakoś tam, w jakiś sposób z nim pewnie związany. A ponieważ w czasie wojny dwa kościoły w Poznaniu tylko były czynne: na Głogowskiej Matki Boskiej Bolesnej i św. Wojciecha, tylko te dwa, resztę wszystko było pozamykane. Wobec tego na probostwie u Matki Boskiej Bolesnej Niemiec mieszkał na piętrze, a on – Arcybiskup Dymek – mieszkał na parterze. Także miał go pod okiem. A to jest tak:  Głogowska, a tu jest Lodowa [na ulicy Lodowej przebywał w czasie Wojny Edmund Bembnista – przyp. M.N.], prawda? I tam jest taki parkan, taki żywopłot przy tym parkanie. I mój ojciec przychodził przed godziną policyjną na ostatni moment [tam organizacja podziemna, do której należał miała swój nasłuch radia – przyp. M.N.] I  zawsze te nerwy były, co z nim jest, czy przyjdzie czy zdąży, czy nie zdąży. A on, nie wiem w jaki sposób to zrobił, ale z tym Dymkiem był umówiony tak, że Arcybiskup wychodził na spacer (bo mógł wyjść o którejś godzinie). I szedł na spacer z jednej strony tego parkanu, a mój ojciec z drugiej i mu przekazywał wiadomości. A Niemcy to przecież obserwowali. Więc między innymi go za to zaaresztowali. Bo potem miał inne dokumenty, oczywiście nie na swoje nazwisko, ale jak go zaaresztowali, nie wiedzieli kim jest. Jednak mu wmawiali różne rzeczy. Raz, że jest księdzem też, no bo jak się kontaktował z nim to mu wmawiali, że jest księdzem. I jak już był bardzo chory ojciec, to już tak przed śmiercią było, leżał tu w szpitalu w Środzie, już był słaby, a Arcybiskup Dymek… Wtedy jeszcze siostry były, już ten szpital im zabrali, ale one jeszcze na drugim piętrze mieszkały i jeszcze pracowały. Kilka z nich tu pracowało, jako pielęgniarki i tam różne inne funkcje miały. No i któraś przyszła i mówi – panie Edmundzie, biskup przyjechał i chciałby się bardzo z panem zobaczyć. My pana zaprowadzimy tam do nas na górę, bo on tu nie może zejść. No i mówi tak się uściskali, że się popłakali oni wszyscy, że przeżyli tę wojnę…

Edmund Bembnista w mundurze powstańczym, na odwrocie pieczątka: „2 Drużyna Harcerzy im. Ks. J. Poniatowskiego Środa – Hufiec Środa”. Przed II wojną światową.

Edmund Bembnista

Czterech mężczyzn siedzących na ławce, od lewej Z. Kowalewski, ks. M. Meissner, I. Bartylak (Król Kurkowy), E. Bembnista.

Od lewej: Z.Kowalewski, ks. M. Meissner, I. Bartylak (Król Kurkowy), E. Bembnista